This is the Linux world, it’s no games world

zopeuse / Foter.com / CC BY-NC-SA
Fotorealistyczna gra pod Linuksem

Granie pod Linuksem od zarania dziejów wzbudzało wielkie emocje. Przez jednych uważany za system nienadający się do czegokolwiek poza postawieniem na nim serwera. Przez innych, wciąż nielicznych w stosunku do użytkowników Okienek, wykorzystywany do zwykłych zastosowań domowych. Wśród tych ostatnich znajduje się spora społeczność graczy. O ile wykorzystywanie Linuksa jako platformy do gier w ostatnich latach ma coraz większy sens, o tyle nie zawsze było tak różowo.

Początki były skromne. Gry pokroju Adventure, uruchamiane w terminalu, były mocno ograniczone. Ile można się bawić oglądając same znaki ASCII? Całkiem długo jak się okazuje. Jednakże w którymś momencie gracze zaczęli żądać chleba, krwi i lepszej grafiki (czy też grafiki w ogóle).

Wraz z rozwojem techniki i upowszechnieniem XWindows zaczęły się pojawiać także gry okienkowe. Pozycje takie jak Saper, Pasjans, czy Freeciv może nie wyglądały najlepiej według dzisiejszych standardów, ale zapewniały odpowiednią dozę rozrywki. Linuks nadal pozostawał daleko w tyle za dzieckiem Microsoftu, jeżeli chodzi o wsparcie twórców, którym zwyczajnie nie opłacało się tworzyć gier dla małej grupy odbiorców.

Główną rzeczą, która spowodowała, że granie pod Pingwinem w bardziej zaawansowane pozycje stało się możliwe, był WINE (Wine Is Not an Emulator). Na przełomie wieków XX/XXI projekt ten był już na tyle zaawansowany, że potrafił uruchamiać aplikacje korzystające z Direct X, a co za tym idzie dało się grać w niektóre proste produkcje. Niestety uruchomienie czegoś, aby działało, było okupione ręcznym grzebaniem w plikach konfiguracyjnych, co nie każdy był w stanie ogarnąć. Linux Gaming nadal był zjawiskiem niszowym.


Żródło nieznane

Pierwszym dużym developerem, który stworzył port swojej gry pod Linuksa było chyba ID Software. Przeniesienie popularnego w tamtym czasie FPSa „Quake 3” (przy okazji – Quake Live jest fajne) okazało się dobrym ruchem. Nareszcie można było uruchomić coś więcej, niż drobne produkcje i nie trzeba było się bawić w konfigurację WINE. Nadal były jednak problemy ze sterownikami do kart graficznych, które najczęściej trzeba było sobie ręcznie kompilować. To jednak historia na inny raz.

Na początku XXI wieku (jak to dumnie brzmi) na światło dzienne wyszedł także projekt o nazwie Cedega. Był to odłam WINE zapewniający lepsze wsparcie dla Direct X i chyba nawet możliwość instalacji Windowsowych gier z poziomu aplikacji, bez bawienia się z terminalem. Działało pod tym więcej rzeczy, ale nadal nie wszystko.

W miarę upływu czasu coraz bardziej upowszechniały się dystrybucje Linuksa, w których nie trzeba było wszystkiego kompilować ręcznie – YaST w SUSE, RPM w RedHat i Mandrake, a także Apt w Debianie. Sterowniki do kart graficznych sprawiały nieco mniej problemów i dorobiły się działających instalatorów. Interfejs użytkownika robił się coraz bardziej przystępny. To wszystko przyczyniło się do zwiększenia popularności Linuksa jako systemu nadającego się do korzystania w domu. Ukoronowaniem tego trendu jest Ubuntu – OS, który wyrósł z Debiana i stał się chyba najbardziej przyjazną użytkownikowi dystrybucją.


See more on Know Your Meme

Gdzieś po roku 2008 (data z powietrza) sporo uwagi zaczęły zwracać na siebie gry indie. Niewielkie produkcje tworzone przez niezależne studia zdobywały coraz większą popularność, jako miła odskocznia od podobnych do siebie nawzajem produkcji AAA. Okazało się, że bez dużego budżetu także da się stworzyć coś, w co będą grały tysiące ludzi. Ponieważ twórcy dużą uwagę przywiązywali do niezależności, Linuks wydawał się idealnym systemem pod ich produkcje. Praktycznie każda nowa gra niezależna wychodziła na dwie platformy – Win i Lin.

Duże zasługi w propagowaniu grania w już-nie-tak-bardzo-niszowym-systemie ma prowadzona od 2010 r., a kontynuowana do dziś akcja Humble Indie Bundle (obecnie Humble Bundle). Polega na tym, że za paczkę gier płaci się ile chce, ale powyżej pewnego progu dostaje się bonusy. Z każdą kolejną edycją zbierają sporo pieniędzy na organizacje dobroczynne. Do tego większość gier jest wieloplatformowa – w wersjach pod Windows, Linuksa, czy MacOS.

Obecnie jest dobrze. W 2013 roku Valve wypuścił Steam pod Linuksa, wraz ze sporą ilości produkcji (można grać min. w Left 4 Dead 2, Serious Sam 3 i od groma pozycji indie). Ubuntu jest systemem nie trudniejszym w obsłudze, niż Windows. WINE odpala naprawdę imponującą liczbę gier. Producenci kart graficznych wreszcie nauczyli się pisać w miarę sensowne sterowniki.

Mimo postępu nadal trzymam na dysku system z Redmond. Większość rzeczy AAA, czy nawet A zwyczajnie nie da się uruchomić nawet pod Wine, a najwięksi twórcy nadal nie są skorzy portować swoje produkcje pod Linuksa. Jest co prawda o wiele lepiej, niż było kiedyś – instalacja gry, jak i całego systemu to parę kliknięć i nie trzeba się gimnastykować z ręczną edycją plików konfiguracyjnych. Jednakże jeszcze daleka droga przed nami. Steam jest dobrym zwiastunem, że będzie jeszcze lepiej. Pojawia się na nim coraz więcej pozycji, w które można grać bez zażenowania i to nie tylko indie (które są często wydawane przez np. EA, przez co indie są już tylko z nazwy).

W skrócie: jest dobrze, będzie lepiej, trzymamy kciuki. Do zobaczenia!