Dystrybucja elektroniczna vs. DRM

rebopper / Foter.com / CC BY

Steam, wiodąca platforma elektronicznej dystrybucji gier, rozpoczynał karierę jako DRM i sklep służący do dystrybucji produkcji Valve. Ktokolwiek gra, lub grał w CS, lub Half-Life 2 wie o co chodzi. W owym czasie najbardziej popularnymi zabezpieczeniami były Securom (używany zresztą do dziś) i Starforce. Mało kto wyobrażał sobie wówczas, że raptem za kilka lat aktywacji przez Internet będzie wymagać praktycznie każda poważniejsza gra single-player.

Wraz ze Steam działalność rozpoczynały także inne cyfrowe sklepy (m.in. Impulse). Jednak to dziecko Gabe’a osiągnęło największy sukces. Doszło do tego, że wiele osób kupuje gry w serwisach typu Impulse, czy Gamersgate wyłącznie wtedy, gdy produkcja jest zabezpieczona DRM Steamworks i ma lepszą cenę niż sklep Valve. Po zakupie szybciutko logują się na konto Steam, aktywują grę, aby potem zapomnieć o drugim sklepie do czasu następnej ciekawej wyprzedaży. Także gry pudełkowe nie mają lekkiego życia. Te wymagające aktywacji w wiadomym serwisie najczęściej kończą w koszu chwilę po wpisaniu kodu aktywacyjnego. Po co ma się walać po półkach płyta, której zawartość jest już dawno nieaktualna z tytułu kilkunastu patchy wypuszczonych po jej wytłoczeniu?

Sam tak robiłem raz, drugi, czy trzeci. W dobie internetu mogę w mgnieniu oka, szukając konkretnej pozycji, przejrzeć ofertę wielu sklepów i wybrać najlepszą. Dlaczego w takim razie zawsze staram się szukać grę zabezpieczoną Steamworks? Otóż:

  1. Przede wszystkim wygoda. Wszystkie gry mam w jednym miejscu. Nie muszę przeglądać menu Start, lub windowsowego Gry (które to nie wykrywa wszystkiego, co bym chciał), kiedy mam ochotę w coś pograć. Włączam Steam, patrzę na listę, instaluję co trzeba i gram (czasami z przygodami, ale to akurat nie wina platformy).
  2. Steam Cloud obsługiwany jest przez znakomitą większość znajdujących się w sklepie gier. Dzięki temu, gdy zasiadam przed innym komputerem, wszystkie ustawienia i zapisane stany gier mam pod ręką. Także gdy usunę pozycję z dysku, aby zainstalować ją ponownie parę miesięcy później, nie muszę zaczynać rozgrywki od nowa.
  3. Multiplayer, z uwagi na ilość czasu, jaką obecnie poświęcam nas granie, jest niezbyt często przeze mnie używany. Gdy mnie jednak czasem najdzie, nie ma nic prostszego, niż włączyć grę, kliknąć opcję w menu i zatopić się w rozgrywce.
  4. Przy cenach warto zatrzymać się chwilę dłużej. Otóż standardowe kwoty, jakie Steam każe sobie płacić za gry, są (przynajmniej na nasze warunki) dość wysokie, najczęściej wyższe, niż wersji w pudełkach. Jednakże ilość wyprzedaży i procent o jaki są zbijane wtedy ceny (najczęściej 50-75%) sprawiają, że często warto poczekać trochę, aż przyjdą święta i będzie można kupić grę o wiele taniej.
Cayusa / Foter.com / CC BY-NC

Z promocjami Steam istnieje tylko jedno niebezpieczeństwo. Są na tyle dobre, że czasami pieniądze same wyskakują z portfela. W którymś momencie człowiek zauważa, że ma na liście dziwnie dużo pozycji i grał może w jedną, czy dwie z nich. Cóż, ryzyko.

Gdy gry pudełkowe powoli odchodziły w niepamięć, podniósł się rwetes. „Ja chcę swoje pudełko i instrukcję!” krzyczeli jedni. „Dystrybucja cyfrowa to zło” krzyczeli inni. Po jakimś czasie wydawcy zaczęli wprowadzać coraz bardziej upierdliwe zabezpieczenia przeciwko piractwu, a następnie znaleźli sobie chłopca do bicia w postaci „używek” (Online Pass anyone?). Nagle gracze zapomnieli, że brak pudełek, że to, że tamto i skupili się na nowym zagrożeniu w postaci coraz bardziej pazernych wydawców. Dziś już chyba mało komu przeszkadza DRM w postaci Steam/Origin/Blablabla (może poza znienawidzonym przez wszystkich Origin; mnie nie ziębi i nie grzeje). Miło jednak usłyszeć od czasu do czasu wypowiedzi takie, jak ta tutaj:

I’d like to say it loud and clear: The PC version of The Witcher 3 will have absolutely no DRM from day 0. Zero. Zip. Nada. It doesn’t matter if you choose to buy it on GOG.com and support us directly or buy the game in box format, you’ll still get the 100% DRM-free experience. And this goes for the whole world.
We’ve fiddled with DRM in the past (Oh boy! How young and naïve we were;)) and that’s enough. Lesson learned.

Co prawda jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale coraz więcej twórców zdaje sobie sprawę, że z piractwem niestety nie wygrają za pomocą dotychczasowych metod i po prostu starają się oferować na tyle dobry jakościowo i cenowo produkt, żeby używanie nielegalnych kopii danej gry było zwyczajnie bezsensowne.

Czy restrykcyjne formy zabezpieczeń są potrzebne? Piraci tak czy inaczej sobie poradzą, a zwykły, szary gracz chce po prostu skorzystać z tego, za co zapłacił trochę kasy. Dopóki jednak DRM nie jest upierdliwy i nie wymaga więcej zachodu, niż ściągnięcie cracka w celu uruchomienia legalnie zakupionej gry, to nie widzę problemu.

Zatem podsumowując: Steam tak, bardziej restrykcyjne DRMy nie, każdemu co kto lubi. Bez sensu? Tylko co z tego?